Zakres opracowania: „Romantyczność” i „To lubię” — dwie odrębne, kompletne ballady. Nie należy przenosić między nimi postaci ani traktować tych opracowań jako streszczenia wszystkich „Ballad i romansów”.
„Romantyczność” — dziewczyna wśród mieszkańców miasteczka
Balladę otwiera motto zaczerpnięte z „Hamleta”, wskazujące na możliwość widzenia oczami duszy. Następnie narrator przedstawia dziewczynę zachowującą się tak, jakby ktoś stał obok niej, chociaż otoczenie nie dostrzega żywego człowieka. Jest biały dzień, a scena rozgrywa się w miasteczku. Bohaterka nie reaguje na wezwania: raz nieruchomieje, raz rozgląda się gwałtownie, płacze, śmieje się i próbuje kogoś objąć.
Z jej wypowiedzi wynika, że zwraca się do Jasieńka, zmarłego ukochanego. Karusia przeżywa jego obecność bardzo intensywnie. Wspomina pogrzeb i uświadamia sobie, że od jego śmierci minęły dwa lata, a zarazem mówi o dotyku jego zimnych dłoni i usiłuje przytulić go do siebie. Opisy wyglądu oraz dotyku należą do jej doświadczenia; nie oznaczają, że wszyscy zgromadzeni widzą zjawę.
„Romantyczność” — tęsknota i różne sposoby odczytania zdarzenia
Dziewczyna pragnie, aby ukochany został albo zabrał ją ze sobą. Skarży się na świat, w którym ludzie szydzą z jej łez i nie rozumieją jej słów. W jej monologu pojawiają się noc, świt i pianie koguta, choć narrator umieszcza zewnętrzną scenę w świetle dnia. Trzeba więc odróżnić ramę zdarzenia od czasu przeżywanego przez bohaterkę.
Karusi wydaje się, że Jasieńko znika. Biegnie za nim, krzyczy i upada. Wokół zbiera się gromada. Ludzie uznają, że przy dziewczynie musi być dusza kochającego ją za życia chłopca, i wzywają do modlitwy. Narrator również płacze i odmawia pacierze. Nie relacjonuje jednak własnego wzrokowego spotkania z Jasieńkiem; deklaruje wiarę i solidarność z cierpiącą.
„Romantyczność” — polemika ze Starcem i zakończenie
Starzec występuje przeciw przekonaniu tłumu. Żąda zaufania do własnej obserwacji i narzędzi poznania, ponieważ nie dostrzega nikogo obok dziewczyny. Jej słowa uznaje za niedorzeczność, a wiarę mieszkańców za sprzeczną z rozumem. W jego ujęciu brak zmysłowego potwierdzenia wystarcza, aby odrzucić opowieść o duchu.
Narrator odpowiada, że uczucie Karusi i głęboka wiara ludzi przemawiają do niego mocniej niż takie rozumowanie. Zarzuca Starcowi znajomość prawd, które nie pozwalają mu zrozumieć żywego doświadczenia drugiego człowieka. Zakończenie wzywa do patrzenia sercem. W interpretacji utworu jest to obrona uczucia, wiary i współodczuwania wobec przekonania, że jedynie obserwacja zmysłowa daje dostęp do rzeczywistości.
Ballada nie przedstawia późniejszej przemiany Starca, śmierci Karusi ani materialnego dowodu istnienia zjawy. Kończy się stanowiskiem narratora w sporze. Mówiącego nie należy utożsamiać bez zastrzeżeń z biograficznym autorem.
„To lubię” — opowieści o nawiedzonym miejscu
Narrator zwraca się do Maryli i wskazuje okolicę rzeczki oraz mostu: starą cerkiew, niszczejącą dzwonnicę i mogiły. Przywołuje opowieści o nocnych dzwonach, upiorach i dziwnych istotach, które straszą przechodniów. Podróżni doznają w tym miejscu przykrych przygód i przeklinają drogę. Początkowy katalog zjaw przedstawia złą sławę okolicy, a nie wyłącznie osobiste doświadczenia opowiadającego.
Sam narrator dawniej śmiał się z przestróg starego Andrzeja. Pewnej nocy, w drodze do Ruty, jego wóz zatrzymuje się jednak na moście. Woźnica nie potrafi skłonić koni do spokojnego ruszenia. Kiedy zwierzęta gwałtownie szarpią, pęka dyszel. Uwięziony w nieprzyjemnej sytuacji podróżny ironicznie wypowiada tytułowe słowa.
„To lubię” — spotkanie ze zjawą i historia Maryli
Z wody wyłania się blada postać w białych szatach i ognistym wieńcu. Narrator chce uciec, ale przerażony pada. Wzywa Chrystusa, a zjawa odpowiada chrześcijańskim pozdrowieniem. Ku jego zaskoczeniu dziękuje mu za uwolnienie od męki. Wyjaśnia, że właśnie przypadkowe słowa podróżnego spełniły warunek zakończenia jej kary.
Duch opowiada o swoim życiu jako Maryla, córka zamożnego urzędnika. Bogactwo i uroda przyciągały licznych zalotników. Dziewczyna lubiła pochlebstwa i czerpała zadowolenie z okazywania adoratorom pogardy. Wśród nich pojawił się nieśmiały, szczerze kochający Józio. Maryla śmiała się z jego cierpienia i odprawiła go. Według jej relacji chłopak umarł z miłości; tekst nie określa dokładnego sposobu śmierci.
Po stracie Józia dziewczyna odczuła wyrzuty sumienia, lecz nie mogła już odwrócić skutków swego postępowania. Podczas nocnego spotkania z rodzicami ujrzała jego ognistą zjawę. Józio porwał ją, udusił w kłębach dymu i rzucił w czyśćcowe potoki.
„To lubię” — kara, uwolnienie i niedokończona przepowiednia
W zaświatach Maryla usłyszała wyrok łączący jej karę z okrucieństwem wobec cierpiących zalotników. Miała doświadczać odrzucenia, dopóki jakiś mężczyzna nie wypowie wobec niej choćby słowa sympatii. Za dnia cierpiała męki, a nocą straszyła podróżnych pod różnymi postaciami. Zamiast oczekiwanego słowa słyszała przekleństwa. Opowiada, że trwało to już niemal sto lat.
Ironiczna wypowiedź narratora zostaje potraktowana jako spełnienie warunku. Maryla zapowiada zakończenie czyśćcowej kary i w podzięce zaczyna odsłaniać przyszłość rozmówcy. Mówi, że on także pozna Marylę, lecz pianie koguta przerywa dalszy ciąg. Nie wiadomo zatem, jak miała brzmieć pełna przepowiednia. Zbieżności imion zjawy i kobiety, do której narrator kieruje opowieść, nie należy zamieniać w pewność, że to ta sama osoba.
Duch znika, a narrator dostrzega cały wóz stojący na łące. Siada w nim; jego strach powoli mija. Zakończenie zawiera prośbę o trzy modlitwy za dusze cierpiące w czyśćcu. Fantastyczna fabuła łączy ludowy obraz winy i kary z humorem: uwolnienie następuje dzięki zdaniu wypowiedzianemu bez znajomości jego nadprzyrodzonego znaczenia.