Brytyjski profesor Andrews przyjeżdża do Warszawy, by przedstawić swoją szkołę psychologiczną. Opiekuje się nim Gosha, która przygotowała spotkania i dalszą podróż po Polsce. Po kłopotach z bagażem i kolacji gość nocuje w udostępnionej kawalerce. Następnego dnia widzi z okna czołg. Telefony nie działają, a opiekunka nie przychodzi. Nie znając języka ani miasta, nie rozumie sytuacji związanej z wprowadzeniem stanu wojennego.
Kolejne wyprawy przynoszą zagubienie, głód i narastający lęk. Andrews błądzi wśród podobnych bloków, jedzie autobusem w nieznanym kierunku, obserwuje puste sklepy i sprzedaż karpi. Kupuje choinkę oraz ocet, który bierze za wódkę. W końcu postanawia szukać brytyjskiej ambasady.
Pomaga mu przypadkowo spotkany mężczyzna odśnieżający chodnik. Zabiera go do domu, gdzie profesor dostaje jedzenie i doświadcza życzliwości. Widok żywego karpia w wannie wywołuje silne wzruszenie. Gospodarz zamawia taksówkę i odwozi go pod ambasadę. Opowiadanie kończy się przy jej bramie, nie powrotem bohatera do Londynu. Jego doświadczenie pokazuje, jak utrata języka i codziennych punktów orientacyjnych podważa poczucie panowania nad rzeczywistością.