Data dodania:
Dżuma
Dżuma
Streszczenie
Oran, duszne algierskie miasto lat czterdziestych XX w., wiedzie przedziwnie uporządkowaną egzystencję, której rytm wyznaczają biura, kafejki i beznamiętna praca. Ten pozór normalności pęka, gdy doktor Bernard Rieux natrafia na martwe szczury wysypujące się z piwnic i klatek schodowych. Początkowo mieszkańcy bagatelizują zjawisko, ale pierwsze ofiary wśród ludzi – z wysoką gorączką i czarnymi obrzękami – zmuszają lekarzy do wypowiedzenia słowa, którego władze boją się najbardziej: „dżuma”. Miasto zostaje szczelnie zamknięte kordonem sanitarnym, odcięte od kolei, morza i poczty, a Oran w jednej chwili przemienia się z prowincjonalnego ośrodka handlu w oblężoną twierdzę rozpaczy.
W tej klaustrofobii Camus przedstawia galerię postaci, których losy ilustrują odmienne odpowiedzi na zło. Doktor Rieux walczy z epidemią czynem, nie słowem, organizując lazarety mimo chronicznego braku serum. Jean Tarrou, przybysz zapisujący każdy detal w dzienniku, tworzy brygady ochotnicze i wyznaje chęć zostania „świętym bez Boga”. Raymond Rambert, paryski reporter rozdzielony z ukochaną, usiłuje uciec z miasta, lecz konfrontacja z cierpieniem chorych skłania go do decyzji, że „nie wolno być szczęśliwym w pojedynkę”. Skromny urzędnik Joseph Grand, poprawiający w nieskończoność pierwsze zdanie swej powieści, okazuje się filarem administracyjnej walki z zarazą. Na drugim biegunie stoi Cottard, przestępca, który w chaosie rozkwita, a ojciec Paneloux, jezuita, zmaga się z wiarą, gdy śmierć niewinnego dziecka podważa jego kazania o karze boskiej.
Wraz z nadejściem upalnego lata miasto przytłacza odór wapna i cisza przerywana tylko syrenami karetek. Pogrzeby odbywają się w pośpiechu, śluby bez wesel, a w nocy krążą procesje i czarnorynkowi handlarze. Statystyki zgonów drukowane w gazetach stają się codzienną mantrą; każdy kaszel budzi grozę. Mimo to między ochotnikami rodzi się solidarność silniejsza niż strach: wspólne dyżury, dezynfekcja baraków, przerzucanie zwłok tworzą braterstwo w obliczu nieludzkiego cierpienia. Rieux odnotowuje, że właśnie to nieoczekiwane poczucie wspólnoty – a nie serum i rozkazy prefektury – daje ludziom moralną siłę do trwania.
Zimą liczba zachorowań gwałtownie spada: udoskonalone serum doktora Castel i chłodniejsze powietrze odbierają bakteriom rozpęd. Paradoksalnie zaraza zabiera wtedy Tarrou, najwierniejszego sojusznika Rieux, oraz matkę lekarza. 25 lutego ogłasza się koniec blokady; bramy otwierają się, a tłum wybiega na stację, witając powracających bliskich. Radość miesza się z żałobą tych, których nie ma komu powitać, a nad miastem rozbłyskują fajerwerki – iluzja triumfu nad losem.
Dopiero w epilogu Rieux ujawnia, że to on prowadził kronikę, by „nie być z milczących”. Stojąc wieczorem przy oknie, słyszy gwar zabawy i cichy stuk kopyt patrolu, a w myślach ostrzega, że „dżuma nigdy nie umiera i nie znika”. Może drzemać latami w szafach i papierach, żeby powrócić, gdy ludzie znów oddadzą się beztrosce. Jego świadectwo jest więc zarazem hołdem dla tych, którzy podczas zarazy potrafili kochać i współczuć, i przestrogą dla przyszłych pokoleń, by nie traciły czujności wobec banalnego zła.