Wybierz jeden z kafelków

Data dodania:

Zdążyć przed Panem Bogiem

Zdążyć przed Panem Bogiem


Streszczenie szczegółowe

Spotkanie reporterki z bohaterem

Reporterka Hanna Krall przyjeżdża do łódzkiego szpitala im. Mikołaja Pirogowa, by rozmawiać z doktorem Markiem Edelmanem – ostatnim żyjącym przywódcą powstania w getcie warszawskim, a dziś cenionym kardiochirurgiem. Pierwsze zdania ukazują kontrast między spokojem sali operacyjnej a wspomnieniami wojennego zgiełku, co od razu buduje napięcie całej relacji. Krall kreśli scenę: biały fartuch chirurga, zapach środków dezynfekcyjnych, odgłos monitorów, a obok niej człowiek, który kiedyś prowadził zbrojne oddziały w dusznym, płonącym getcie. Edelman jest oszczędny w słowach, ironiczny, niechętnie przyjmuje etos bohatera; woli mówić o pacjentach czekających właśnie na zabieg. To zderzenie teraźniejszości z przeszłością staje się osią opowieści – Krall będzie przeplatać anegdoty ze szpitala z rekonstrukcją wydarzeń 1942-1943.

Lata przedwojenne i dojrzewanie w getcie

Marek, urodzony w 1919 roku w Homlu, przenosi się z rodziną do Warszawy jeszcze w dzieciństwie. Dorasta w ubogich czynszówkach, chodzi do żydowskiego gimnazjum, działa w Bundzie; jeszcze przed wojną kształtuje w sobie poczucie odpowiedzialności społecznej. Po zamknięciu getta w listopadzie 1940 roku Edelman ma dwadzieścia jeden lat i wchodzi w dorosłość pod jarzmem okupacji. Uczy się pracy sanitarnej w Szpitalu Bersohnów i Baumanów przy Siennej, gdzie zaczyna obserwować śmierć na niespotykaną skalę – najpierw z głodu i tyfusu, potem z rąk Niemców. W tym gęstym mikroświecie getta szybko dorasta politycznie: na poddaszach, w ciasnych salach konspiratorzy spierają się o taktykę przetrwania. Edelman zapamiętuje, że ludzie, patrząc na wagony wywożące ich bliskich, jeszcze wierzyli w powrót – złudzenie miało zostać brutalnie rozwiane w Treblince.

Narodziny Żydowskiej Organizacji Bojowej

Na przełomie 1941 i 1942 roku rosną wieści o masowych egzekucjach na wschodzie. Mordechaj Anielewicz, Icchak Cukierman, Cywia Lubetkin oraz młody Marek Edelman zawiązują struktury podziemne. Wiosną 1942 roku, gdy deportacje przybierają na sile, zapada decyzja: nie pozwolić odejść „po cichu”, stawić otwarty opór. Edelman odpowiada za logistykę i kontakty ze szpitalem, skąd przemyca bandaże, odzież i morfinę. Zdumiewa go obojętność miasta po drugiej stronie muru; później, w rozmowie z Krall, przywołuje obrazy tramwajów mijających Umschlagplatz i biesiadnych ogródków na placu Krasińskich. Ta nieprzenikniona bariera obojętności staje się jednym z najboleśniejszych wspomnień.

Akcja likwidacyjna i pierwszy zryw

Latem 1942 roku Niemcy rozpoczynają Wielką Akcję – codziennie tysiące ludzi, popędzanych przez esesmanów i Ukraińców, trafiają na rampę i do wagonów bydlęcych. Edelman, będąc wśród nielicznych uzbrojonych bojowców, nie może powstrzymać deportacji, więc stara się wyrywać pojedyncze osoby z kolumn – dzieci z sierocińca, sanitariuszki, czasem nieznajomych, których uda się wciągnąć do szpitala i ukryć na kilka godzin. Krall przywołuje makabryczny paradoks: ratowanie wybiórcze, odmierzane przypadkiem, przypomina późniejsze losy pacjentów na kardiologii, kiedy chirurg decyduje, kto trafi na stół pierwszy. W październiku 1942, po wywiezieniu dwustu tysięcy warszawskich Żydów, w getcie zostaje zaledwie garstka dwudziestu tysięcy bohaterów i przypadkowych ocalonych – to właśnie oni przygotują powstanie.

19 kwietnia 1943 – wybuch powstania

W przeddzień święta Pesach, 19 kwietnia, Niemcy zamierzają dokończyć likwidację getta. Zamiast spodziewanego biernego tłumu napotykają salwę z pistoletów, karabinów i koktajli Mołotowa. Edelman dowodzi jednym z pięciu oddziałów, rozmieszczonym w rejonie Muranowskiej; jego zadaniem jest przyciągnąć ogień, odwrócić uwagę od linii dowodzenia Anielewicza na Miłej 18. Początkowy sukces trwa zaledwie kilka godzin: Niemcy podpalają dom po domu, używają wyrzutni rakiet i gazów. Powstańcy zepchnięci do bunkrów walczą jeszcze trzy tygodnie, przekazując sobie tylko krótkie meldunki: „Jeszcze żyjemy”. W książce powtarza się obraz łuny widocznej z całej Warszawy – symbol żydowskiego oporu i zarazem wyroku śmierci.

Agonia getta i upadek Komendy

27 kwietnia Niemcy wykrywają bunkier przy Miłej; po samobójczej śmierci Mordechaja Anielewicza dowodzenie przejmuje Arie Wilner, a po nim Edelman. W ciasnych korytarzach bunkra Edelman pierwszy raz głośno wypowiada myśl, że trzeba „zdążyć przed Panem Bogiem”, czyli zginąć na własnych warunkach. Pod naporem gazu bojowego część bojowców rozważa wysadzenie się granatami, lecz Edelman forsuje plan ewakuacji przez kanały. 10 maja grupa czterdziestu dwóch osób przedostaje się na stronę aryjską dzięki pomocy polskiego podziemia. To najtrudniejszy moment, bo opuszczają płonące miasto, zostawiając dziesiątki rannych i cywilów – Krall oddaje w dialogach ciężar tej decyzji, pełnej poczucia winy i ulgi jednocześnie.

Po „stronie aryjskiej” – miesiące ukrywania

Uciekinierzy znajdują schronienia w mieszkaniach siatki Żegoty i PPS-u; Edelman trafia między innymi do klasztoru i na poddasze na Żoliborzu. Każdy dzień to nowa tożsamość, inna legenda, ciągła gra z fałszywymi dokumentami. Reporterka rekonstruuje historię wizyty gestapowca w mieszkaniu przy ulicy Szymanowskiej, gdy Edelman jedynie zaciska dłonie w kieszeni, trzymając fiolkę cyjanku. Niezwykła jest scena, w której, podczas kolejnego nalotu, ukrywający się słyszą dźwięk kataryniarza grającego szlagier z operetki – kakofonia beztroskiego miasta i grozy okupacji. Ten chwilowy dysonans ratuje ich psychicznie, ale zarazem potęguje poczucie surrealizmu całej egzystencji poza murami.

Wyzwolenie i wahania powojenne

Styczeń 1945 roku przynosi wyzwolenie Łodzi, dokąd Edelman dociera z oddziałem Armii Ludowej. Po latach decyduje się studiować medycynę, bo – jak powtarza Krallowi – „po tym wszystkim można tylko ratować życie”. Na uczelni w Łodzi i później w Warszawie wyróżnia się uporem: codziennie powtarza anatomię, bierze dyżury w szpitalach, nie odpuszcza pacjentom nawet w najtrudniejszych przypadkach. Krall wplata w narrację relacje kolegów ze studiów, którzy widzą w Edelmanie cichego, skupionego człowieka, rzadko mówiącego o wojnie. W 1953 roku bierze ślub z Aliną Margolis, równie oddaną lekarką; to partnerstwo okaże się filarem jego dalszych zmagań z systemem i z własnymi traumami.

Filozofia ratowania serc

W łódzkiej klinice Edelman buduje od podstaw nowoczesną kardiochirurgię. Najważniejsza staje się „selekcja” pacjentów do zabiegu – echo tamtej ponurej selekcji na Umschlagplatzu. Doktor woli operować najcięższych, choć statystycznie „nieopłacalnych”; mówi Krall, że jeśli już ma być kolejka, bierze tych, którym czas ucieka najszybciej. Krótka scena: pielęgniarka wylicza godziny zabiegów, a Edelman koryguje listę, dopisując młodego chłopca z wrodzoną wadą serca. Reporterka kontrastuje to z jego dawną walką w getcie, pokazując, że wciąż toczy indywidualną bitwę o każde ludzkie życie.

Rozmowy na oddziale i pamięć Zagłady

Krall przywołuje liczne migawki z sal chorych: matka siedząca przy łóżku córki, starszy pan żartujący z anestezjologiem, studenci zapisujący parametry EKG. Edelman, krążąc między łóżkami, snuje nostalgiczne, acz gorzkie wspomnienia: „Tyle serc zdążyło pęknąć, zanim trafiło w moje ręce”. Najbardziej przejmującą sceną jest nocny dyżur, gdy odmawia prawa do rezygnacji młodej pacjentce z wadą zastawki, tłumacząc jej, że „życie, choć kruche, jest jedynym, jakie mamy”. Wtedy Krall notuje: „Chociaż nie wierzy w Boski plan, nie może znieść myśli, że cierpienie zostanie zmarnowane”.

Dysputa o Bogu, czasie i sensie

W sercu książki znajduje się rozmowa o tytułowym „zdążeniu przed Panem Bogiem”. Edelman twierdzi, że skoro Bóg przygląda się z wysoka liczbie istnień, on tutaj, na dole, musi zdążyć uratować choć kilka, nim boska księgowość zamknie rachunek. Nie modli się, lecz czuje metafizyczny imperatyw; Krall, wychowana w tradycji katolickiej, dopytuje o sens bluźnierstwa. Powstaje dramatyczny dialog: lekarz strofuje reporterkę, by nie moralizowała, bo zbyt szybko można pomylić zło i los. Rozmowy te, nagrywane na taśmie, przerywane są dźwiękiem przywoływacza z bloku operacyjnego – znak, że teoria i praktyka, filozofia i ciało, splatają się nierozerwalnie.

Powrót do Warszawy i cienie przeszłości

W latach sześćdziesiątych Edelman przenosi się do Instytutu Kardiologii w Warszawie. Każdego ranka przejeżdża obok fragmentów muru getta, lecz nie zatrzymuje się – Krall opisuje tę trasę jak rytuał łączący dwa kontynua życia. Jego żona Alina zmuszona jest jednak emigrować po Marcu 1968; Edelman zostaje, co dodatkowo pogłębia jego osamotnienie. Mimo to nie wycofuje się z publicznych wystąpień: wspiera opozycję demokratyczną, podpisuje listy protestacyjne, uczestniczy w KOR-ze. Kiedy Krall dopytuje go o motywacje, odpowiada lapidarnie: „Jak się raz stanęło po właściwej stronie barykady, nie można się cofnąć”.

Epilog – rozmowa ostatnia

Książka domyka się sceną, w której reporterka wraca do szpitala po kilku miesiącach; Edelman właśnie wyszedł z długiej operacji. Przy stole z zimną herbatą podsumowuje, że serca można „złapać” tylko przez chwilę – później znów uciekają. Krall notuje gęstą ciszę, a potem krótkie zdanie lekarza: „Na razie się udało”. Ta skromna deklaracja staje się puentą całej opowieści – w świecie bez pewnych zwycięstw liczy się każde, choćby chwilowe, ocalenie. Reporterka odchodzi korytarzem, gdzie na ścianie wiszą plakaty honorowego krwiodawstwa i zdjęcia dzieci uratowanych dzięki operacjom doktora. Za drzwiami sali pielęgniarki rozmawiają o porannej liście zabiegów – codzienność trwa, a z nią walka o to, by wciąż „zdążyć przed Panem Bogiem”.