Obóz przed przyjazdem transportów
Opowiadanie rozpoczyna się w obozie podczas dezynfekcji. Więźniowie znoszą upał i czekają na zwykły bieg codziennych zajęć. Narrator ma dostęp do paczki z żywnością i rozmawia z Francuzem Henrim oraz człowiekiem z Marsylii. Już te rozmowy ujawniają nierówność sytuacji osadzonych: jedni otrzymują pomoc z zewnątrz, inni zależą niemal wyłącznie od rzeczy przejmowanych po nowych transportach.
Gdy potrzebni są ludzie do pracy na rampie, Henri proponuje narratorowi dołączenie do „Kanady”. Tak nazywana jest grupa zajmująca się między innymi mieniem przywożonych. Dla więźnia dodatkowa praca nie oznacza tylko obowiązku. Może dostarczyć jedzenia i przedmiotów, które zwiększają szanse przetrwania.
Rampa jako zorganizowane miejsce zbrodni
Henri zna miejscowe zasady i tłumaczy koledze, co można zabrać oraz czego należy unikać. Na rampie widać esesmanów, więźniów funkcyjnych i robotników przygotowanych do powtarzalnych czynności. Zestawienie spokojnych rozmów, rachunków i oczekiwania z przeznaczeniem przywożonych ludzi tworzy szczególnie silny kontrast.
Nadjeżdża transport z Sosnowca i Będzina. W przepełnionych wagonach ludzie są spragnieni, wyczerpani i przestraszeni. Mają bagaże, żywność i przedmioty zabrane z myślą o dalszym życiu. Nie rozumieją w pełni, co ich czeka. Strzały, rozkazy i pośpiech utrudniają orientację oraz porozumienie.
Rozdzielenie ludzi i przejęcie ich rzeczy
Po otwarciu wagonów przybysze są rozdzielani. Część idzie do obozu; inni, wśród nich liczne kobiety i dzieci, trafiają na samochody. Zabierany bagaż pozostaje na rampie. Procedura przedstawiana jest tak, aby ofiary możliwie długo nie poznały jej ostatecznego celu.
Narrator uczestniczy w porządkowaniu wagonów i przenoszeniu rzeczy. Odkrywa martwe niemowlęta i musi wynieść ich ciała. Kobiety unikają przyjęcia dzieci, obawiając się konsekwencji. Dopiero starsza kobieta bierze je ze sobą. Jej gest nie odwraca losu transportu, lecz wyróżnia się na tle walki o każdą możliwość pozostania przy życiu.
Zmęczenie i gniew narratora
Praca staje się coraz bardziej nieznośna. Narrator styka się z trupami, ludźmi umierającymi i przerażonymi przybyszami, którzy nie rozumieją poleceń. Odczuwa wstręt, mdłości oraz złość. Z niepokojem zauważa, że jego gniew kieruje się przeciw osobom przywożonym na śmierć, jak gdyby to one były przyczyną jego cierpienia.
Pyta Henriego o własną moralną postawę. Francuz nie przedstawia tego odruchu jako dowodu winy ofiar. Wskazuje, że obozowa organizacja zmusza podporządkowanych ludzi do wyładowywania napięcia na jeszcze słabszych. Rozmowa odsłania mechanizm odwracania odpowiedzialności, ale nie usuwa niewygodnej wiedzy narratora o swoim udziale w pracy rampy.
Matka, dziecko i Andrej
Jedna z kobiet próbuje oddalić się od wołającego ją dziecka. Zaprzecza, że jest jego matką, ponieważ związek z dzieckiem grozi skierowaniem do grupy przeznaczonej na śmierć. Jej zachowanie wyrasta z sytuacji krańcowego zagrożenia, nie ze zwyczajnego konfliktu rodzinnego.
Andrej, więzień pracujący przy transporcie, reaguje brutalnie. Chwyta kobietę i wrzuca ją na samochód, a następnie dorzuca dziecko. Esesman aprobuje tę przemoc. Dlatego Andreja nie można opisać po prostu jako obrońcy rodzinnej więzi: jego działanie zarazem przyspiesza wykonanie polecenia sprawców.
Dziewczyna świadoma swojego losu
Inaczej zachowuje się młoda jasnowłosa dziewczyna. Pyta narratora, dokąd kierowane są samochody. Jego milczenie i sposób zachowania pozwalają jej pojąć prawdę. Sama podchodzi do grupy wywożonej na śmierć.
Narrator nie potrafi jej ocalić ani udzielić pocieszającej odpowiedzi. Ta krótka scena pokazuje ograniczenie jego działania równie wyraźnie jak wcześniejsze odruchy gniewu. Nie ma podstaw, by dopisywać dziewczynie dalszą biografię lub osobny epizod ratowania innych osób.
Kolejne wagony i powrót do obozu
Praca nie kończy się po jednym transporcie. Przyjeżdżają następni ludzie, a rampa musi znów zostać uprzątnięta. Narrator doświadcza sytuacji, w których granica między zwłokami a jeszcze żywym człowiekiem okazuje się boleśnie niepewna. W końcu wymiotuje i szuka chwilowego schronienia pod wagonem, z dala od bezpośredniego widoku ludzi.
Na tle rampy sam obóz zaczyna mu się wydawać miejscem względnego bezpieczeństwa. Jest to odwrócenie normalnej skali zagrożeń: więzienie staje się azylem jedynie dlatego, że obok dokonuje się natychmiastowa zagłada. Po nocnym wysiłku „Kanada” wraca z rzeczami odebranymi ofiarom. Dym krematoriów i przemarsz esesmanów dopełniają obraz zwyczajnego funkcjonowania systemu.
Sens przedstawionego doświadczenia — interpretacja
Opowiadanie demaskuje połączenie przemysłowo zorganizowanego zabijania z ekonomią obozowego przetrwania. Nie zrównuje jednak odpowiedzialności więźniów z odpowiedzialnością sprawców: pokazuje, pod jaką presją powstają ich odruchy i zachowania. Pierwszoosobowy narrator jest literackim uczestnikiem tych zdarzeń; jego wypowiedzi nie powinny być automatycznie utożsamiane z każdą opinią autora. Zakończenie nie daje moralnego ukojenia ani bezpiecznego podziału ofiar na zawsze szlachetne i zawsze solidarne.