Szymon Winrych, naprawdę Andrzej Borycki, wiezie ukrytą na wozie broń dla walczącego jeszcze oddziału powstańczego. Mimo głodu, wyczerpania i jesiennej słoty nie rezygnuje z misji. Dostrzega rosyjskie wojsko i próbuje zawrócić, ale ośmiu ułanów dopada go na otwartej przestrzeni.
Po odkryciu broni żołnierze żądają informacji o oddziale. Winrych nie udziela odpowiedzi, jednak w obliczu ciosów prosi, aby go nie zabijali. Zostaje przebity lancami. Strzał wymierzony w powstańca zabija jednego z koni. Ułani znieważają rannego, zabierają część broni i odjeżdżają. Winrych odzyskuje na chwilę przytomność, modli się i umiera. Drugi koń łamie nogę, szarpiąc się w zaprzęgu.
Następnego dnia do zwłok zlatują się kruki i wrony. Pojawia się też ubogi chłop, który modli się nad zmarłym, po czym zabiera jego ubranie, broń i inne przedmioty. Ściąga skórę z martwego konia, a ciało powstańca i końskie zwłoki zrzuca do jednego dołu. Narrator wiąże jego brak solidarności z wielowiekowym wyzyskiem i poniżeniem ludu.
W zakończeniu ranny koń nadal żyje i rży w stronę prowizorycznego grobu. Opowiadanie zestawia ofiarność powstańca z brutalnością żołnierzy, cierpieniem zwierząt oraz społecznym osamotnieniem walki.