Wybierz jeden z kafelków

Data dodania:

Przedwiośnie

Przedwiośnie


Streszczenie szczegółowe

Rodowód Cezarego

Cezary Baryka dorasta w Baku jako jedyne dziecko Seweryna – inżyniera pracującego przy kaukaskich szybach naftowych – i Jadwigi z Dąbrowskich, cichej, sentymentalnej Polki, która pielęgnuje we wnętrzu mieszkania mit niepodległej ojczyzny, choć sama jeszcze nigdy jej nie widziała. Kosmopolityczne miasto otula chłopca egzotyką Wschodu: nadmorskie bulwary pachnąftą i szafranem, a wieczorami ulicami płyną mieszane głosy Rosjan, Ormian, Azerów i Persów. Cezary chłonie barwy, zapachy i dźwięki kolonialnego bogactwa, lecz zarazem obserwuje skrajne kontrasty społeczne; widzi marmurowe pałace oligarchów i prowizoryczne baraki robotników. Już wtedy w jego świadomości rodzi się rozdźwięk między fascynacją przepychem a współczuciem dla poniżonych, rozdarcie, które będzie mu towarzyszyć przez całe życie. W domu Seweryn opowiada synowi o legionach, Kościuszce i ostatnich nadziejach Polski; Jadwiga nuci mazurki Chopina, szyjąc haftowane koszule dla męża. Dwujęzyczne rozmowy – po polsku i rosyjsku – kształtują w młodzieńcu poczucie podwójnej przynależności, ale zarazem uczą go, że brak własnego państwa to nieustanne balansowanie między kulturami i lojalnościami.

Młodość w Baku

Gdy Cezary wchodzi w okres szkolny, Baku przeżywa gospodarczy „naftowy boom”. Po lekcjach chłopiec spaceruje szerokimi nabrzeżami, odwiedza kluby oficerskie i pierwsze kina, które wyświetlają francuskie kroniki filmowe. Imponują mu maszyny, dźwigi, stalowe konstrukcje i elektryczne lampy, symbole nowoczesności, równe cudom z Verne’owskich powieści. Nadmiar bodźców wzmacnia w nim przekonanie, że postęp będzie postępować bez końca, a ludzkość pokona wszelką biedę. Z okna szkolnej sali obserwuje jednak kłębiące się tłumy głodnych robotników, którzy po dwunastogodzinnych zmianach zbierają się przed bramami fabryk, domagając się wyższych płac. Ta ostra, codzienna konfrontacja luksusu i nędzy sprawia, że dojrzewa w nim wrażliwość społeczna, choć jeszcze nie posiada języka, by ją wyrazić. W przerwach między zajęciami recytuje wiersze Puszkina i Słowackiego, a wieczorami, pod opieką matki, uczy się polskich pieśni patriotycznych, dzięki którym zaczyna rozumieć, że jego sielskie dzieciństwo jest wyjątkiem, a nie regułą.

Narastanie napięć rewolucyjnych

Rok 1917 przynosi do Baku echa lutowej i październikowej rewolucji w Piotrogrodzie. W portowych knajpach i fabrycznych stołówkach coraz częściej słychać hasła bolszewickie, a czerwone ulotki krążą z rąk do rąk. Cezary, spragniony wielkich spraw i natychmiastowej sprawiedliwości, z entuzjazmem włącza się w rewolucyjne zebrania, gdzie obiecuje się „ziemię chłopom, fabryki robotnikom”. Zrywa kontakt z konserwatywnymi profesorami, wygłasza płomienne tyrady przeciwko „burżujom” i wiesza na mundurku czerwony kokardowy znaczek. Seweryn, ostrzegający syna przed chaoszem społecznym, wraca naftowym pociągiem coraz rzadziej; Jadwiga drży, widząc, jak jej dziecko wpada w ideologiczny wir, ale nie potrafi powstrzymać jego zapału. Kulminacją młodzieńczego buntu jest chwila, gdy Cezary sam, z uśmiechem, pomaga rewolucjonistom łamać kłódkę do szkolnego magazynu żywności, wierząc, że rozdany ludowi chleb to początek nowej, lepszej epoki. Nie rozumie jeszcze, że uwolniona siła tłumu nie zna umiaru i nie cofnie się przed przemocą.

Krwawy wir rewolucji

Gdy bolszewickie komitety przejmują władzę w mieście, idealistyczne hasła ustępują miejsca terrorowi. Plądruje się magazyny kupców, pałace giną w płomieniach, a nocami rozbrzmiewają strzały egzekucji. Cezary, który z początku wiwatuje razem z tłumem, staje się świadkiem, jak jego sąsiedzi giną za to, że posiadają pieniądze lub że modlą się w „niewłaściwej” świątyni. Widok skatowanego nauczyciela muzyki, którego dźwięki fortepianu kiedyś zachwycały pół dzielnicy, zmusza go do pierwszej wewnętrznej rewizji poglądów. Młodzieniec odkrywa także, że ludzie kierujący nową władzą chętnie przywłaszczają sobie kosztowności „dla rewolucji”, lecz zatrzymują je dla własnych rodzin. Z każdym tygodniem głód rośnie, a barykady z beczek i mebli zastępują chodnikowe klomby. Utopia równości rozpada się w huku karabinów, a Cezary po raz pierwszy odczuwa grozę zbiorowego szaleństwa, jednak jego buntownicza duma nie pozwala mu przyznać się do pomyłki nawet samemu sobie.

Tragiczna utrata matki

W lawinie wydarzeń Baku traci zaplecze sanitarne; choroby zakaźne szerzą się szybciej niż ulotki bolszewickie. Jadwiga zapada na tyfus; Cezary wynosi ją na noszach do zatłoczonego lazaretu urządzonego w przedsionku meczetu, gdzie brakuje wody, światła i lekarstw. Przez kilka tygodni dogląda jej, drżąc o każdy dreszcz gorączki, lecz epidemia przerasta siły personelu. Ostatniej nocy, przy nikłym płomieniu lampy karbidowej, matka prosi syna, by wrócił do rodzinnej Polski i odnalazł ojca; chwilę później cichnie i pozostaje nieruchoma. Śmierć Jadwigi gwałtownie zrywa nić dzieciństwa; Cezary czuje się nagle obco w miejscu, które było całym jego światem. Podczas prowizorycznego pogrzebu słyszy w oddali wystrzały, jakby rewolucja chciała zagłuszyć ból jednostki. Matczyna prośba staje się dla niego moralnym testamentem i pierwszym konkretnym kierunkowskazem po okresie ideologicznych chaosów, choć chłopak nie potrafi jeszcze wyobrazić sobie drogi przez ogarnięty wojną kontynent.

Spotkanie z ojcem i podróż przez front

Niedługo po pogrzebie Cezary dowiaduje się, że Seweryn, wcielony przymusowo do wojsk carskich, ciężko choruje w przyfrontowej kantynie pod Turcją. Chłopak, ryzykując życie, rusza przez stepy i góry Kaukazu, posługując się fałszywymi przepustkami. Na miejscu zastaje wychudzonego ojca, którego rany i nostalgia doprowadziły do skrajnego wyniszczenia. W gorączkowych majaczeniach Seweryn roztacza przed synem wizję „szklanych domów” – przeźroczystych konstrukcji w niepodległej Polsce, gdzie technika i solidarność społeczna dadzą każdej rodzinie światło, ciepło i godność. Opowieść brzmi jak baśń, lecz gasnące oczy narratora nadają jej powagę testamentu. Seweryn umiera w ramionach Cezarego podczas nocnej burzy piaskowej; chłopak, z najcenniejszą pamiątką – listą adresów przyjaciół z czasów szkolnych – wyrusza na zachód, by spełnić ojcowską misję i odnaleźć obiecaną Polskę, choć wokół szaleje wojna domowa i interwencje alianckie.

Wizja szklanych domów

Podróż pociągami towarowymi, konnymi furmankami i pieszymi marszami przez wyludnione wsie staje się dla Cezarego katharsis. W nocnych wagonach, patrząc na zgliszcza opuszczonych miasteczek, przywołuje w wyobraźni rysunek ojca: ogromne, kryształowe bryły ustawione w parkach, pełne zieleni, gdzie zimą dojrzewają pomidory, a latem krążą strumienie chłodnego powietrza. Obraz „szklanych domów” stapia się w nim z wizją Polski: kraju silnego, uczciwego, nowoczesnego, w którym nikt nie głoduje, zupełnie odmiennego od ruin, przez które przejeżdża. Podczas krótkich postoju w Kijowie, Wilnie i Grodnie widzi jednak tłumy sierot, kalekich weteranów, handlarzy lichwą i byłych urzędników carskich, łowiących szczury na obiad. Im bardziej zbliża się do granic ojczyzny, tym bardziej lęka się konfrontacji: boi się, że ideał stanie się kolejną zawiedzioną obietnicą, ale wiara w ostatni dar ojca – w baśniową architekturę i moralne odrodzenie – popycha go naprzód.

Szymon Gajowiec i ideowy spór

Wreszcie w Warszawie, szarej, pełnej wertepów i dymiących ruin cytadeli, Cezary odnajduje Szymona Gajowca, dawnego przyjaciela Seweryna, obecnie wysokiego urzędnika Ministerstwa Skarbu. Gajowiec, człowiek ascetyczny, ale przepełniony wiarą w organiczne, ewolucyjne reformy, oferuje młodzieńcowi dach i pomoc w rozpoczęciu studiów medycznych. Wieczorami przy lampie naftowej tłumaczy mu, że Polskę trzeba budować cierpliwie, poprzez podatki celowe, obligacje państwowe i edukację ludności, a nie przez gwałtowne przewroty. Cezary słucha, lecz wspomnienie rewolucji podpowiada mu, że bez radykalnej zmiany własności ziemi i przemysłu biedni nigdy nie wyjdą z nędzy. Rozpoczyna się między nimi spór dwóch pokoleń i dwóch metod: reformatorskiej i rewolucyjnej, któremu przysłuchuje się skromna Karolina – przybrana córka Gajowca, zakochana w Baryce cicho, bez wzajemności. Choć z zewnątrz Cezary wygląda na spokojnego studenta, w środku aż kipi od pytań o sens kompromisu.

Nawłoć – zderzenie z ziemiaństwem

Zmęczony duszną atmosferą stolicy, Baryka przyjmuje zaproszenie kolegi z uniwersytetu, Hipolita Wielosławskiego, i wyjeżdża na wakacje do rodzinnego majątku Nawłoć, położonego pośród pachnących łanów żyta. Dwór z kolumnowym gankiem i srebrnym serwisem z paryskiej wytwórni jawi się mu jak wyspa dawnej elegancji w morzu powojennego kurzu, lecz już pierwszego dnia widzi, że za parkowym murem kryją się lepianki chłopów, którym brakuje butów i ziarna na zasiew. Państwo Wielosławscy przyjmują goście z rozmachem; bale, polowania i garden-party wypełniają sierpniowe wieczory, jakby świat nigdy nie drżał od wystrzałów. Cezary obserwuje kostiumowe zabawy, a jednocześnie słyszy szemranie fornali, rozżalonych, że obiecaną ziemię wciąż dzieli wąsaty ekonom. Dysonans między śpiewem walca w salonie a płaczem głodnego dziecka za stodołą uderza młodzieńca jak raz z bicza, potęgując jego ból po niespełnionych marzeniach ojca.

Romans z Laurą i Karoliną

W Nawłoci Cezary poznaje Laurę Kościeniecką, zmysłową kuzynkę Hipolita, której wolno puszczone loki i śmiech przypominają mu południowe słońce Baku. Ich romans wybucha nagle, namiętnie, lecz wkrótce tonie w hipokryzji dworskich konwenansów, bo Laura jest zaręczona z Władkiem – prawym, ale naiwnym oficerem. Przemykające po korytarzach spojrzenia zamieniają się w dwuznaczne listy, a listy w potajemne pocałunki, aż wreszcie prawda wychodzi na jaw. Pojedynek Władka z rywalem kończy się dla oficera śmiertelnie, a Nawłoć okrywa się żałobą. Cezary, choć formalnie uniewinniony, czuje, że współodpowiada za rozpad tradycyjnego porządku, którego już nie szanował, lecz którego tragiczny koniec wprawia go w drżenie. Po powrocie do Warszawy spotyka Karolinę, która wyznaje mu miłość; Baryka, rozdarty między zachłanną, lecz błyskotliwą Laurą a cichą wiernością dziewczyny Gajowca, doznaje poczucia, że każda droga prowadzi do cierpienia.

Przemarsz przez Polskę – ubóstwo i wojna

W 1920 roku bolszewicka ofensywa zagraża Warszawie. Cezary, niepewny, czy wierzy w rząd, lecz pewien, że nie chce kolejnej okupacji, zaciąga się do wojska. Na froncie staje twarzą w twarz z tą samą biedą, którą widział w Baku: obdarte szeregi, brak butów, kasza z plewami, cud cudów, jeśli znajdzie się kawałek słoniny. Maszeruje przez spalone wioski, spotyka sieroty koczujące w ruinach domów, rozmawia z chłopami, którzy nie rozumieją, o co walczą, ale bronią okopów „bo tu jest ich pole”. Podczas odwrotu pod Radzyminem obserwuje panikę dowódców, którzy kłócą się o mapy, jednocześnie podziwiając hart żołnierzy-ochotników. Bitwa warszawska, choć wygrana, uzmysławia mu, że młode państwo stoi na glinianych nogach i że zwycięstwo nie rozwiąże problemu głodu i bezrobocia. Wraca do stolicy ze skórą otartą od plecaka i sercem ciężkim od widoków, które każą mu pytać, kto weźmie odpowiedzialność za tych ludzi po wojnie.

Powrót do Warszawy i rozterki

Jesienią 1920 Cezary ponownie mieszka przy ulicy Ciepłej, w skromnym lokalu Gajowca zasłanym papierami pełnymi tabel, ustaw i projektów. Urzędnik przedstawia mu śmiały plan: progresywny podatek od wielkich majątków, tanie kredyty dla chłopów i państwowe inwestycje w elektryfikację wsi – powolną, lecz bezkrwawą drogę do „szklanych domów”. Baryka słucha, lecz nie potrafi zapomnieć o trupach z Baku ani o rannych spod Radzymina. Z Laurą nie łączy go już nic prócz gorzkiej pamięci; Karolinę rani odmową, widząc w jej czułości zagrożenie dla własnej wolności. Coraz częściej włóczy się po Powiślu i Pelcowiźnie, gdzie obserwuje, jak bezrobotni stawiają prymitywne szałasy z desek, a dzieci proszą przechodniów o chleb. Obraz nędzy kontrastuje z eleganckimi kawiarniami Nowego Światu, w których politycy debatują o kursie marki polskiej, i w Baryce narasta przekonanie, że państwo nie dotrzymuje obietnic złożonych zwykłym ludziom.

Ostatni marsz – Belweder

W lutym 1921 roku ceny chleba znów rosną, a fabryki ograniczają produkcję. Zorganizowany przez działaczy robotniczych pochód rusza spod Dworca Wileńskiego w kierunku Belwederu, siedziby Naczelnika Państwa. Cezary, pchany gniewem i poczuciem historycznej konieczności, przyłącza się do tłumu niosącego chorągwie z hasłami „ziemia dla bezrolnych” i „domy ze szkła dla wszystkich”, słysząc w głowie echo ojcowskiej wizji. Szymon Gajowiec próbuje zatrzymać go w ostatniej chwili, błagając, by nie powtarzał tragicznych błędów rosyjskiej rewolucji, lecz słowa mentora giną w huku bębnów. Tłum wchodzi na Aleje Ujazdowskie, gdzie szeregi policji błyszczą bagnetami. W ostatnim akapicie powieści Cezary idzie na czele pochodu, niczym przewodnik bez programu, z twarzą otwartą na lodowaty wiatr i z sercem przepełnionym buntem, a zarazem nadzieją, że za bramą pałacu czeka wreszcie wiosna. Autor urywa narrację w tym momencie, pozostawiając czytelnikowi pytanie, czy Baryka poprowadzi tłum ku odnowie, czy ku kolejnej tragedii.