Obrzęd w kaplicy
Utwór poprzedza autorskie objaśnienie dziadów jako obrzędu ku pamięci zmarłych. Przedstawiona praktyka łączy wierzenia ludowe z modlitwami, krzyżem i innymi elementami religii chrześcijańskiej. Sama akcja dramatu rozgrywa się wieczorem i nocą w kaplicy, wśród wieśniaków i wieśniaczek.
Guślarz nakazuje zamknąć drzwi, zasłonić okna i nie zapalać lamp ani świec. Uczestnicy stają wokół trumny. Starzec pomaga wykonywać polecenia, a Chór powtarza formuły i komentuje to, co się dzieje. Zgromadzeni przygotowali jedzenie, napoje i modlitwy, aby ulżyć duszom. Guślarz wywołuje duchy za pomocą określonych znaków i zapytań o to, czego potrzebują.
Duchy lekkie: Józio i Rózia
Guślarz zapala garść kądzieli, której płomień ma przywołać duchy lekkie. Pod sklepieniem pojawiają się dwoje dzieci przypominających aniołki. Józio rozpoznaje wśród wieśniaczek swoją matkę i przedstawia siostrę Rózię. Opowiada, że po śmierci mają wiele pięknych zabaw, lecz mimo to dręczą ich nuda i trwoga, a droga do nieba pozostaje zamknięta.
Dzieci nie popełniły zbrodni. Za życia otaczały je pieszczoty i przyjemności; nie poznały żadnej goryczy. W porządku moralnym dramatu brak tego doświadczenia oznacza niepełność człowieczeństwa. Zamiast słodyczy proszą więc o dwa ziarenka gorczycy. Jej gorzki smak ma uzupełnić to, czego nie doświadczyły na ziemi.
Guślarz spełnia prośbę i odprawia dzieci. Ich naukę powtarza Chór: bez poznania goryczy człowiek nie osiągnie pełni szczęścia. Scena pokazuje możliwość pomocy zmarłym oraz skuteczność wspólnego obrzędu.
Duch ciężki: głód i męka dawnego pana
O północy Guślarz każe przygotować kocioł wódki, którą zapala się na znak przywołania duchów najcięższych. Zza okna odzywa się głos, a następnie ukazuje się przerażające Widmo. Rozpoznaje ono wieśniaków jako swoich dawnych poddanych. Od jego śmierci mija trzeci rok.
Pan nie prosi o zbawienie ani o przeniesienie do nieba. Chce, aby jego dusza mogła opuścić stan nieustannej męki. Cierpi głód i pragnienie, a drapieżne ptaki szarpią go i nie pozwalają przyjąć pokarmu. Zgodnie z ogłoszonym wyrokiem ulgę mogłoby przynieść nakarmienie go przez dawnych poddanych. To jednak okazuje się niemożliwe, ponieważ ptaki są związane z krzywdami, które sam wyrządził.
Świadectwa Kruka i Sowy
Kruk wspomina, że jako głodny człowiek zjadł kilka jabłek z pańskiego ogrodu. Został schwytany i ukarany okrutną chłostą, która doprowadziła go do śmierci. Pan potraktował cudzy głód jako występek zasługujący na pokazową karę.
Sowa opowiada o zimowej nocy wigilijnej. Była ubogą kobietą z niemowlęciem, proszącą o pomoc. Pan bawił się wtedy z gośćmi i polecił wypędzić żebraczkę. Wyrzucona na mróz kobieta zamarzła wraz z dzieckiem. Jej historia odsłania brak litości wobec człowieka znajdującego się w skrajnej potrzebie.
Ptaki zapowiadają, że odbiorą dawnemu panu każdy kęs i każdy łyk. Widmo przyznaje, iż nie ma dla niego ratunku. Nauka tej sceny nie sprowadza się do zakazu okrucieństwa: wskazuje, że ten, kto za życia odrzucał solidarność z ludźmi, nie może po śmierci skorzystać z ich pomocy. Guślarz odprawia ducha bez przyniesienia mu ulgi.
Duch pośredni: Zosia
Guślarz zapala wianek ze święconego ziela i wzywa duchy pośrednie. Ukazuje się Zosia z wiankiem na głowie, barankiem i motylkiem. Opowiada o swoim życiu w tej samej wiosce: lubiła zabawę, śpiew i podziw chłopców, ale wyśmiewała ich zaloty i nikogo nie pokochała. Zmarła, nie poznawszy ani prawdziwej troski, ani pełnego szczęścia.
Po śmierci może unosić się w powietrzu i tworzyć piękne, ulotne rzeczy, ale nie znajduje spełnienia. Nie dosięga nieba, a wiatr nie pozwala jej dotknąć ziemi. Jej kara odpowiada życiu przeżytemu bez rzeczywistego związku z innymi ludźmi.
Zosia prosi, aby młodzieńcy pochwycili ją za ręce i przyciągnęli do ziemi. Mimo ich starań nie udaje się jej zatrzymać. Guślarz poznaje jednak przyszły wyrok: dziewczyna będzie błąkała się jeszcze przez dwa lata, po czym zostanie dopuszczona do nieba. Jej sytuacja różni się od losu złego pana, ponieważ pokuta ma określony kres.
Próba zakończenia dziadów
Po odejściu Zosi Guślarz wzywa wszystkie pozostałe dusze i rzuca w kąty kaplicy mak oraz soczewicę. Nadchodzi pora zakończenia obrzędu: minęła północ, słychać koguta, mają zostać otwarte drzwi i zapalone światła.
Dotychczas każda zjawa wyjaśniała swoje cierpienie, wskazywała potrzebę i zostawiała naukę moralną. Pomoc mogła być skuteczna, odroczona albo niemożliwa, lecz Guślarz potrafił rozpoznać sytuację. Ostatnie pojawienie się ducha przełamuje ten uporządkowany schemat.
Milczące Widmo i Pasterka
Przy jednej z wieśniaczek, Pasterce ubranej w żałobę, podłoga się zapada i pojawia się blade Widmo młodego mężczyzny. Zwraca się ku kobiecie, patrzy w jej oczy i wskazuje serce. Na jego ciele widoczna jest krwawa pręga. Nie opowiada jednak swojej historii ani nie mówi, czego potrzebuje.
Guślarz próbuje znanych sposobów: pyta, ofiarowuje jadło, odwołuje się do znaku krzyża, grozi i używa przedmiotów obrzędowych. Żaden z tych środków nie sprawia, że Widmo odchodzi. Także Pasterka nie odpowiada na pytania o żałobę i znajomość zjawy; uśmiecha się oraz ogląda za nią.
Guślarz każe wyprowadzić kobietę. Wówczas Widmo rusza i podąża za nią. Dramat kończy się pytaniem o dalszy bieg wydarzeń, nie objaśnieniem tajemnicy. W samym tekście części II nie pada imię Gustaw ani jednoznaczne wyjaśnienie śmierci tego młodzieńca. Związek z cierpieniem miłosnym można interpretować na podstawie zachowania postaci, ale nie należy dopisywać mu tutaj pewnego życiorysu.